Sceptycyzm wobec koronawirusa: dlaczego jest niebepieczny?

Sceptycyzm wobec koronawirusa: dlaczego jest niebepieczny?

Pandemia koronawirusa niemal od początku 2020 roku utrudnia życia każdemu z nas: przyczyniła się do zbankrutowania wielu mniejszych biznesów, poważnie zaszkodziła branży turystycznej, a także uniemożliwiła studentom korzystanie z możliwości, jakie dają stacjonarne zajęcia. Pomimo rosnącej liczby przypadków i zgonów wywołanych nową chorobą COVID-19 w Polsce pojawiła się gigantyczna grupa sceptyków podważających istnienie zagrożenia. Jakie mają oni argumenty i dlaczego są one niebezpieczne dla zdrowia publicznego?

„Nie znam nikogo kto zachorował!”


Bardzo wiele osób tłumaczy sceptycyzm wobec zachowywania podstawowych wymogów sanitarnych takich jak maseczki czy utrzymywanie dystansu społecznego tym, że nie zna nikogo, kto by zachorował. Twierdzą, że cała pandemia została zmyślona, a ludzi objęła nieuzasadniona panika. Podają też przykłady śmiertelności innych, poważniejszych chorób, a COVID-19 porównują do zwykłej grypy. Warto walczyć z tak lekceważącym podejściem, ponieważ w ten sposób nigdy się jej nie pozbędziemy. To, że na koronawirusa umiera mniej osób niż na nowotwory i są to głównie osoby o słabej odporności wynikającej z innych chorób współistniejących jest prawdą. Należy jednak pamiętać, że w odróżnieniu od chorób onkologicznych, rozprzestrzenianie koronawirusa możemy powstrzymać, bo jest to choroba zakaźna. Niegroźna dla większości osób będzie ona dopóki służba zdrowia będzie wydolna. W momencie, w którym zakażonych będzie więcej niż liczby miejsc w szpitalach – zgonów zdecydowanie przybędzie, bo chorym nie będzie miał kto pomóc. Taka sytuacja miała miejsce we Włoszech, a także w Hiszpanii. Polskie lekceważenie istnienia zagrożenia może przyczynić się do wielkiej eskalacji problemu na nasze własne życzenie.

Zmęczenie jest, ale trzeba wytrwać!


Teorie spiskowe biorą się głównie z prostego faktu, że ludzie są zwyczajnie zmęczeni tematem pandemii i biorących się z niej ograniczeń. Chcieliby powrotu do normalnego życia – powrotu na uczelnię, chodzenia na zakupy bez maseczek, ponownego otwarcia ich ulubionych klubów w mieście. 2020 rok jest dla wszystkich mniej lub bardziej trudnym okresem. Warto jednak dotrwać w rygorze do czasy, kiedy sytuacja naprawdę będzie szła ku dobremu i kiedy liczba nowych przypadków w Polsce oscylować będzie wokół naprawdę niewielkich liczb. Trudno nam być pokornym wobec wszelkich zakazów i utrudniających życie ograniczeń, ale trzeba być silnym. Wszystko to robione jest przede wszystkim po to, aby chronić najsłabszych. To, że wirus potrafi być niebezpieczne boleśnie zostało udowodnione w kilku miejscach na świecie – szczególnie tragiczne przebiegi epidemia miała we włoskiej Lombardii, w Hiszpanii, Nowym Jorku czy w praktycznie każdym państwie Ameryki Południowej. Nie możemy pozwolić na podobny scenariusz w Polsce, ponieważ nasza od zawsze niewłaściwie dofinansowana służba zdrowia tego po prostu nie wytrzyma.